Ojciec Jan Grande leczy ciała i dusze
Ojciec Grande - zakonnik ojców bonifratrów (Zakon Szpitalny Świętego Jana Bożego), posługujący w klasztorach we Wrocławiu i Legnicy, zielarz, dietetyk, znawca ludzkiego organizmu. Ojciec Grande zasłynął z poglądu, że naprawianie świata zaczyna się od kuchni. Dlatego tak niezwykle ważne jest to, co wkładamy do naszych garnków. Po powrocie do Polski skończył szkołę felczerską i wiele lat pracował w polskiej służbie zdrowia w PRL, między innymi w szpitalu zakaźnym leczącym chorych na gruźlicę. Sam Ojciec Jan Grande, jako dziecko chorował wiele lat na gruźlicę przewodu pokarmowego, a pierwsze jego doświadczenia z zakresu medycyny naturalnej, były próbami samoleczenia. Ojciec Jan Grande (urodzony jako Jerzy Majewski) był aktywny w Wrocławiu od połowy lat 90-tych XX wieku (najpóźniej od 1995 roku, lub od około 1993 roku) do około 2005 roku, kiedy to przeniósł się do Legnicy. W Legnicy kontynuował posługę w Poradni Ziołolecznictwa przy klasztorze oo. bonifratrów do czasu przejścia na emeryturę oraz śmierci w 2013 roku. Ojciec Jan Grande (właśc. Jerzy Majewski) wstąpił do Zakonu Braci Miłosierdzia (bonifratrów) w 1978 roku w Warszawie mając 44 lata, a potem przeniósł się do Wrocławia.
![]() |
| Ojciec Jan Grande (Jerzy Majewski) - zakonnik i zielarz uzdrowiciel |
Ojciec Jan Grande, człowiek z kresowymi genami, wierny sprawie polskiej na Wschodzie, tak naprawdę nazywał się Jerzy Majewski i urodził się w 1935 roku w Grodnie (niektórzy podają w 1934, ale to wedle kalendarza juliańskiego, w którym Nowy Rok 1935 wypadł 14 stycznia 1935 wedle kalendarza gregoriańskiego - stąd Jan Grande urodził się pomiędzy 1-14 stycznia 1935, gdyż tylko w tym czasie mógł się urodzić w 1934 roku kalendarza juliańskiego czyli prawosławnego). Podawana czasem data narodzin 18 grudnia 1934 jest w prawosławnym kalendarzu juliańskim, zatem zakonnik urodził się 1 stycznia 1935 roku wedle kalendarza gregoriańskiego. Jest synem zawodowego polskiego wojskowego i pochodzącej z zacnej rodziny greckich emigrantów matki (prawosławnej). Po wybuchu II wojny światowej został w ramach relokacji ludności wywieziony z matką i rodzeństwem z grupą Polaków na Syberię. W 1946 roku, 11-letni Jerzyk Majewski, mógł wraz z rodziną wrócić do odrodzonej Polski, świeżo wyzwolonej od hitlerowskiej okupacji niemiecko-austriackiej. Był wówczas już po tyfusie i cholerze, które ledwie przezył, a wlókł ze sobą do Polski gruźlicę jelit. Tak był fizycznie słaby, że kiedy wychodził na dwór, a powiał wiatr, to - jak wspominał po latach - zwyczajnie się przewracał, nie mógł ustać z wycieńczenia.
Ojciec Jan Grande do zakonu bonifratrów wstąpił już jako dojrzały, 44-letni mężczyzna. Był oblatem, a więc osobą świecką żyjącą w zakonie i według jego zasad, choć formalnie bez święceń zakonnych. Dlaczego wybrał tę wspólnotę? To proste, odpowiadał. Nie ma zakonu bardziej oddanego opiece nad chorymi. Nie ma też takiego, który miałby większe doświadczenie w ziołolecznictwie i niekonwencjonalnej medycynie. Bonifratrzy to ponad 400 lat tradycji ziołolecznictwa i lecznictwa tradycyjnego, w tym uzdrawiania duchowego (modły o uzdrowienie). Opowiadał nie tylko, że zamiast antybiotyku na przeziębienie lepsza będzie mikstura z czosnku, cebuli i cytryny, nie tylko dawał porady, jak gotować kaszę i herbatę, nie tylko tłumaczył, dlaczego nie powinno jeść się nabiału z mięsem. Podkreślał, jak istotne jest wspólne, rodzinne spożywanie posiłków, życie w zgodzie z naturą i własnym ciałem. Grande był nie tylko ziołolecznikiem, dietetykiem, niekonwencjonalnym medykiem. Był znawcą ludzkiej natury. Ludzie mu ufali, lgnęli do niego, czuli, że bije od niego jakieś ciepło. Ziołolecznictwa uczył się na Syberii, od szamanów syberyjskich, sam lecząc się z dziecięcej gruźlicy. Potem była wizyta w Tybecie i nauki u dostojnych Joginów-Lamów oraz Rimpoche.
W końcu jednak trafił do chrześcijańskiego klasztoru, o czym wspomina w wywiadach i biografiach. - Któregoś dnia w 1978 roku byłem przejazdem w Warszawie i stanął mi na drodze niewielki budynek klasztorny „dobrych braci”, boni fratrów, a przed nim na osmalonym krzyżu Jezus Chrystus z wyrwanym bokiem, kikutem zamiast ręki, ot, siedem nieszczęść. Wisiał tak, przypominając dramat już dość dawno minionej wojny - wspomina ojciec Jan Grande. Dziennikarska przygoda z ojcem Janem zaczęła się na początku lat 90-tych XX wieku, a jego wykłady na temat żywienia i pielęgnowania ludzkiego organizmu budziły ogromne zainteresowanie czytelników wielu gazet, w tym znanego wówczas Kuriera Lubelskiego. Łączny nakład licznych książek Ojca Grande z poradami kulinarnymi wyniósł do końca grudnia 2020 roku ponad 900 tysięcy egzemplarzy i ciągle rośnie. Pod drzwiami jego gabinetu w klasztorze Bonifratrów we Wrocławiu zawsze czekała kolejka ludzi. Chorych, zdrowych, ale zawsze też ciekawych porad słynnego zakonnika bonifraterskiego. Prawdziwy Uzdrowiciel i Szaman, znawca cudotwórczych receptur zielarskich i kulinarnych. Po śmierci rozpoczęły się modlitwy za duszę Ojca Jana Grande, a wiele osób utrzymuje, że żarliwe modlitwy za Jego duszę, łączone często z modłami o uzdrowienie kogoś z rodziny lub znajomych, powodowały cudowne uzdrowienia. Z czasem może doczekamy się duszy błogosławionej lub uświęconej charyzmatycznym darem uzdrawiania...
