sobota, 1 grudnia 2018

Nowa choroba weneryczna mycoplasma genitalium

Mycoplasma genitalium - nowa choroba weneryczna 


Przez światowe media od 2014 roku przewija się fala doniesień o "nowej" bakterii przenoszonej podczas stosunków seksualnych. Zakażonymi mogą być już co setna czy co setny z tych, którzy uprawiają seks a od tego czasu w sumie nawet co 50-ta osoba. "Nowa choroba zakaźna", "Nosicielem co setny człowiek na Ziemi". "Nie ma prawie żadnych sygnałów ostrzegawczych". To tytuły z czołówek zagranicznych portali naukowych i medycznych, a jak wiadomo bardzo trudno oszacować ilość zakażeń przebiegających z początku bezobjawowo. 

Mycoplasma genitalium - bakteria weneryczna

Najwięcej miejsca poświęcono Mycoplasma genitalium na Wyspach Brytyjskich. Bo to sytuację w Anglii opisuje praca opublikowana w 2015 roku w "International Journal of Epidemiology". Inny powód to ten, że całkiem niedawno, bo we wrześniu 2015 roku, przez Wyspy przetoczyła się lekka fala paniki spowodowana wykryciem u kilkunastu mieszkańców Anglii Północnej "superrzeżączki", czyli dwoinki rzeżączki opornej na stosowane dziś antybiotyki. Obawy związane z ewentualnym rozprzestrzenieniem się epidemii bardzo podniosły poziom zainteresowania chorobami przenoszonymi drogą płciową, tym bardziej, że coraz więcej pojawia się chorób lekoopornych, w tym szczególnie antybiotykoopornych, nie poddających się procedurom leczniczym. 

Bakteria trochę nowa, a trochę stara 


We wspomnianej brytyjskiej pracy zespół kierowany przez dr Pam Sonnenberg przeanalizował wyniki badań wykonanych u 4,5 tysiąca Brytyjczyków. Okazało się, że na 2015 rok co setna osoba w wieku 16-44 lat (a więc 1 procent tej populacji) była zakażona bakterią z gatunku Mycoplasma genitalium. To więcej niż odsetek osób zakażonych rzeżączką, o której przecież słyszał nieomal każdy dorosły człowiek. - Najbardziej na zakażenie naraża większa liczba partnerów seksualnych, w tym przypadku czterech lub więcej w roku poprzedzającym badanie. W podobnym stopniu na infekcję narażone są osoby niestosujące - szczególnie przy przypadkowym seksie i z nowym partnerem czy partnerką - prezerwatyw - wyjaśniał dr Nigel Field, współautor badania. Jak widać, choroby weneryczne, to ciągle głównie skutek rozwiązłości seksualnej o zdrady małżeńskiej, tak jak w dawnych czasach. Przykazania o wierności i zalecenia dla monogamii mają sens, okazuje się, że bardziej prozdrowotny niźli religijny. 

piątek, 23 listopada 2018

Stanisława Lewicka uzdrowicielka z Bieszczad

Szeptucha leczy ogniem i modlitwą pełną żywej wiary 


UZDROWICIELKA Z PODKARPACIA

Stanisława Lewicka (84 l.) z Bieszczad, z Bojkowszczyzny na Podkarpaciu nie ma wątpliwości: dostała niezwykły dar od Boga i musi się nim dzielić. Dlatego ziołami, ogniem i modlitwą uzdrawia ludzi z różnych dolegliwości. W okolicy mówią na nią „szeptucha”. Ona sama woli słowo – uzdrowicielka. Jest tak skuteczna, że współpracę proponował jej nawet szpital! Nie lubi określenia szeptucha, woli znachorka ludzkich serc, bo według niej wszystkie choroby pochodzą ze stresu i zmartwień. 

Stanisława Lewicka z Bieszczad - cudowna uzdrowicielka, znachorka i szeptunka

Szeptucha z Podkarpacia leczy lepiej niż lekarze 


Pani Stanisława ze Średniej Wsi na Podkarpaciu nie skończyła wyższych szkół ani nie czytała naukowych książek. Wszystkiego nauczyła się od swojej mamy, która przed II wojną światową przyjmowała porody oraz uzdrawiała ludzi i zwierzęta. W biednej bieszczadzkiej wsi ona jedna potrafiła pomóc cierpiącym. 

– „Po śmierci mamy to ja zajęłam się wyciąganiem chorób” – opowiada znachorka znana jako szeptucha i wybitna uzdrowicielka. Uważa, że zdrowie można znaleźć na łące. Wystarczy tylko odszukać odpowiednie zioła. Leszczyną goi rany, rumiankiem łagodzi ból zębów czy głowy. Najczęściej stosuje jednak len i pszczeli wosk, który rozgrzewa i przykłada w bolące miejsce, w tym także na bolącą głowę. Jednym z poważnych schorzeń, z których uzdrowicielka wyleczyła setki chorych jest róża – bolesne zmiany skórne. Najwięcej ludzi przyjeżdża do niej właśnie z tym problemem. A pani Stanisława pali włókna lnu i przykłada rozgrzaną tkaninę na czerwone plamy. – „Po kilku zabiegach one zupełnie znikają” – mówi.

To właśnie w tej sprawie zgłosił się do niej szpital w Ustrzykach. Jednak o szczegółach ani znachorka, ani szpital rozmawiać nie chcą - cóż tajemnica lekarska. Pani Stanisława nie uzdrawia dla pieniędzy. – „Dostałam dar, mam obowiązek się nim dzielić” – mówi skromnie. Pani Stanisława za porady nie pobiera opłat, aczkolwiek wiele osób zostawia jakiś skromny datek - na len i zioła, i na zapałki. 

wtorek, 3 lipca 2018

Fałszywe leki w aptekach

Fałszywe leki w aptekach i szpitalach. Fałszywe szczepionki. 


Fałszywe leki, podróbki leków, znajdują w polskich aptekach. Ludzie nieświadomie je kupują i zjadają, a urzędy nic z tym nie robią, bo w Polsce brak jest skutecznego nadzoru nad prywatnymi hurtowniami farmaceutycznymi. Podrabiane leki, w najlepszym wypadku, nie przyniosą pożądanych rezultatów, a w najgorszym mogą okazać się śmiertelne dla przyjmujących je pacjentów. 

Nieomal każdego dnia kilka do kilkanaście tysięcy Polaków nieświadomie kupuje w aptekach podrobione lekarstwa - także te na receptę. Jeszcze większy problem jest też z tymi sprzedawanymi przez internet, czy na bazarach, a służby nadzoru farmaceutycznego i bezpieczeństwa państwa wciąż zdają się nie dostrzegać problemu, głównie z powodu niewiedzy, nieuctwa i ignorancji oraz z powodu głupoty ślepego popierania szkodliwego dla ludzkości systemu kapitalistycznego mającego na celu zwiększenie prywatnych zysków a nie dobro i zdrowie pacjentów. 

Fałszowanie medykamentów - fałszywe leki

Według informacji podawanych w Polsce przez prof. Zbigniewa Fijałka, który jest szefem Zespołu ds. Sfałszowanych Leków Wydziału Farmaceutycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, rocznie na całym świecie ponad 1 mln osób umiera z powodu zażywania sfałszowanych lekarstw, ile ciężko choruje, cierpi, przeżywa szkodliwe skutki uboczne zażywania toksycznych substancji trudno nawet jest ocenić. 

Przykładem podróbki może być szeroko stosowany i skuteczny lek przeciwmalaryczny Artesunate, masowo podrabiany w Azji. Prowadzone w 2005 roku śledztwo wykazało, że podróbki zawierały substancję czynną w niewłaściwej ilości lub wcale jej nie miały. Fałszerze nie zapewniają swoim produktom odpowiedniej jakości. Często zamiast związku działającego dodają substancje toksyczne. Tak było w Bangladeszu w 1995 roku. Do syropów z paracetamolem dodano glikol dietylenowy – zmarło wtedy wiele dzieci. Innym przykładem jest użycie zwykłej wody wodociągowej, zamiast sterylnej, do produkcji leków przeciwnowotworowych i przeciwko AIDS. U osób ze znacznie obniżoną odpornością zmiana ta prowadziła do śmiertelnych zakażeń. Inny przykład to wypełnianie tabletek Zyprexy kwasem acetylosalicylowym, który może wywołać reakcje alergiczne bądź spowodować kłopoty z krzepliwością krwi u pacjentów, a przede wszystkim pozbawiony jest działania przeciwpsychotycznego. 

Ekspert wyjaśnia, że problem fałszywych leków z aptekach nie dotyczy tylko krajów afrykańskich, Rosji, Indii czy Chin, ale tak samo Unii Europejskiej, w tym Polski. Zgodnie z szacunkami analityków rynku leków przynajmniej jedna na sto osób nieświadomie kupuje w aptece podrobione leki, które mogą bardzo zaszkodzić, chociaż dane te dotyczą Zachodniej Europy, a w Polsce zwykle jest gorzej. Również takie na receptę, w tym antybiotyki, czy takie, które ratują życie (np. stosowane w leczeniu nowotworów). 

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Homeopatia - miazmy i leczenie homeopatyczne

Homeopatia i doktor Samuel Christian Hahnemann (1755-1843) 


Wiele osób dopytuje czy warto się leczyć metodami homeopatycznymi i czy homeopatia może na cokolwiek pomóc, a przecież z każdą metodą zanim się jej poddamy jako pacjenci warto się zapoznać i spróbować zrozumieć jak i na co działa. Homeopatia to starożytna, z pochodzenia wschodnia, nauka o zdrowiu i sztuka leczenia pacjentów z zastosowaniem rozcieńczonych do ilości śladowej preparatów, zwykle tradycyjnie stosowana łącznie z akupunkturą, krystaloterapią, leczeniem światłem (koloroterapią) oraz bioenergoterapią (nakładaniem rąk). Trzy podstawowe miazmy (skazy) opisane przez Samuela Hahnemanna pasują dokładnie do opisu zaburzeń trzech Dosha w ajurwedzie: Vata, Pitta, Kapha (Kafa), aczkolwiek ajurweda używa także ich kombinacji, co daje razem siedem rodzajów zaburzeń podłoża humoralnego (dosha). 

Medykamenty homeopatyczne

Niemiecki lekarz Samuel Christian Hahnemann (1755-1843) teorię homeopatii tworzył w czasach, kiedy nikt jeszcze nie łączył występowania chorób z istnieniem bakterii czy wirusów i nie było leków takich jak antybiotyki. Nieliczne preparaty, które miały jakąkolwiek skuteczność, były jednocześnie bardzo toksyczne (np. opary rtęci, arszenik, wyciąg z wilczej jagody). Na liście działających leków znajdowała się chinina stosowana w leczeniu malarii. Zaintrygowany nią Hahnemann postanowił wypróbować chininę na własnym organizmie. Po przyjęciu chininy miał atak dreszczy z uczuciem lęku. Ponieważ bardo przypominało mu to objawy malarii (choć nie rozwinął najbardziej charakterystycznego, czyli gorączki), opracował pierwszą zasadę homeopatii: “similia similibus curentur”, czyli: “podobne lecz podobnym”. 

Z biegiem czasu opracowano kolejne zasady homeopatii, a wśród nich tę, która wydaje nam się dziś najbardziej charakterystyczna, czyli powielane wielokrotnie rozcieńczanie roztworu z substancją wywołującą objawy podobne do chorobowych. Rozcieńczanie trwa tak długo, aż w końcu w ostatecznym produkcie nie ma już cząsteczek aktywnej substancji. Jak to możliwe, że taki preparat wciąż może działać zastanawia się wielu uczonych. Tu pojawia się element bioenergetyczny, czyli energiczne potrząsanie (nazywane przez homeopatów succussion), które nadaje uzdrawiającą moc roztworowi, podobnie jak potrząsanie mieszankami ziół czy ciała w masażu wibracyjnym. Homeopaci zakładają, że im mniej środka czynnego w roztworze poddanym dynamizowaniu (rozcieńczanie plus potrząsanie), tym silniej on działa, natomiast pozbywa się skutków ubocznych. 

Do roku 2017 jest prawie 300 randomizowanych, w większości podwójnie zaślepionych badań klinicznych w zakresie dobrej skuteczności leczenia homeopatycznego. Homeopatia dobrze działa zwłaszcza w leczeniu górnych dróg oddechowych u dzieci. Przykładowo, w 2008 roku we Francji odbyły się badania kliniczne w trzech grupach po około 1600 pacjentów. W pierwszej grupie były osoby chorujące na infekcje górnych dróg oddechowych, w drugiej - osoby z depresją, bezsennością, nadpobudliwością i stanami lękowymi, a w trzeciej – cierpiące na bóle mięśniowo-kostne i mięśniowo-szkieletowe, czyli bóle stawów, kręgosłupa i kolan. W badaniach uczestniczyło 800 lekarzy. Wykazano niezbicie, że homeopatia jest skuteczna w leczeniu wymienionych chorób. Stwierdzono, że w depresji, jeśli łączy się terapię homeopatyczną z konwencjonalną, zużycie tradycyjnych leków spada o 70 procent. Badanie było zatwierdzone przez naczelną francuską radę lekarską. 

czwartek, 4 stycznia 2018

Jerzy Zięba - naturopatia i terapie ukryte

Jerzy Zięba znawca medycyny alternatywnej - naturoterapia i ukryte terapie 


Jerzy Zięba lub Jerzy Zygmunt Zięba - urodził się w 1956 roku – polski przedsiębiorca uprawiający działalność naukową, naturo- i hipnoterapeuta, publicysta, działacz społeczny i youtuber promujący zasady zdrowego życia i naukową medycynę prewencyjną. Świetny propagator medycyny niekonwencjonalnej, naturoterapii, zdrowego stylu życia, terapii alternatywnych. Autor bestsellerowej naukowej książki "Ukryte terapie" o mało popularnych, bo zbyt tanich dla biznesu metodach terapeutycznych, "Czego ci lekarz nie powie" (część 1 i 2). Poglądy przedstawione w książkach i wypowiedziach są w większości zgodne z aktualnym stanem wiedzy naukowej chociaż obejmują także zapomniane i słabo spopularyzowane metody terapeutyczne. 

Jerzy Zięba - Ukryte terapie

Jerzy Zięba przedstawiany jest publicznie jako hipnoterapeuta kliniczny w Stanach Zjednoczonych i w Australii, a także magister inżynier, absolwent Wydziału Maszyn Górniczych i Hutniczych Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (studia w latach 1976–1981). W 1982 roku wyemigrował do Niemiec, gdzie pracował w saunie, sprzątał restauracje i pracował jako elektryk w masarni, a rok później do Australii, gdzie spędził 22 lata i pracował m.in. jako kucharz, nurek, hipnoterapeuta, wykładowca nawigacji w szkole lotniczej oraz inżynier przy produkcji maszyn górniczych, a następnie zajmował się marketingiem.  Naturopatią zainteresował się w latach 90-tych XX wieku po przeczytaniu kilku książek o zdrowym żywieniu i zdrowym stylu życia. W 2003 roku Jerzy Zięba wrócił do Polski, gdzie nadal zajmuje się naturoterapią, którą propaguje publikując artykuły prasowe i filmy w serwisie YouTube oraz odbywając coraz liczniejsze spotkania i prowadząc wykłady popularnonaukowe. Założył też markę Visanto, która sprzedaje m.in. suplementy diety. Był członkiem Rady Naukowej stowarzyszenia Polska Akademia Zdrowia. 

W dniu 21 kwietnia 2017 wystąpił z przemówieniem w Sejmie RP, apelując o całkowity zakaz upraw i handlu nasionami i żywnością zmodyfikowaną genetycznie na terytorium Polski, czym wielce się naraził zbójeckiemu, krytykowanemu na całym świecie germańskiemu lobby niszczących Ziemię i ludzkie zdrowie koncernów Monsanto i Bayern. Krytykowany przez wszelkiej maści obszczymurki i pseudonaukowców opłacanych łapówkami przez koncerny GMO, które usiłują rozpanoszyć się na polskiej ziemi, zniszczyć polskie rolnictwo, zniszczyć zdrowie prawie 40-milionowego Narodu Polskiego swoimi trującymi i morderczymi modyfikacjami genetycznymi o bardzo szkodliwym charakterze (wyniszczenie pszczół i innych owadów to tylko jeden z globalnych skutków morderczego GMO). 

wtorek, 2 stycznia 2018

Jak powstrzymać raka mózgu

Jak powstrzymać raka mózgu i inne zabójcze nowotwory w tym raka trzustki 


Według statystyk Międzynarodowej Agencji badań nad Rakiem, Polska zajmuje 4 miejsce pod względem częstości występowania guzów mózgu. Guzy mózgu stanowią 9% nowotworów u dorosłych i aż 20% nowotworów u dzieci. Co roku blisko 3000 osób dowiaduje się o nowotworze złośliwym mózgu. Umieralność na ten rodzaj nowotworu jest bardzo wysoka, komórki glejaka wielopostaciowego głęboko naciekają mózgowie. Większość osób, u których nie zastosowano leczenia, umiera w ciągu trzech miesięcy od zdiagnozowania. Odpowiednie leczenie chorego umożliwia przeżycie około 12 miesięcy, rzadko dłużej. Jednym z najczęściej diagnozowanych złośliwych nowotworów mózgu, jest glejak wielopostaciowy. Wyróżnia się dwa podtypy glejaka wielopostaciowego: olbrzymiokomórkowy i glejakomięsak. 

guz mózgu - rak

Guzy mózgu najczęściej zdarzają się u dzieci i osób starszych. Od wczesnego rozpoznania raka mózgu zależy szansa na przeżycie. Niestety, w Polsce nowotwory mózgu są wykrywane w stadium zaawansowanym. Trudno je rozpoznać, ponieważ objawy raka mózgu są często niejednoznaczne. Guz mózgu - taką diagnozę słyszy co roku 3 tysięcy Polaków. Jego występowanie jest związane z wiekiem. Najczęściej chorują dzieci do 10-tego roku życia oraz dorośli po sześćdziesiątce. U dzieci zwykle występuje rdzeniak, u dorosłych zaś glejak lub oponiak. Z wielu przyczyn diagnoza nowotworu mózgu często bywa spóźniona. Za najpoważniejszy błąd, wytykany pediatrom i internistom, uważa się brak tzw. czujności onkologicznej. A właśnie od wczesnej diagnozy raka mózgu zależą losy pacjenta.

Nowotwory złośliwe mózgu to 2 procent wszystkich nowotworów złośliwych. Według Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem Polska zajmuje czwarte miejsce wśród krajów europejskich pod względem częstości występowania tego schorzenia. W Europie blisko 17 procent pacjentów z rozpoznanym guzem mózgu przeżywa 5 lat, w Polsce odsetek ten wynosi 12 procent dla mężczyzn oraz 19 procent dla kobiet. W zależności od rodzaju guza szansę na 5-letnie przeżycie, a także praktycznie całkowite wyleczenie ponad okres 5 lat, ma 50-80 procent dzieci. W przypadku osób dorosłych odsetek ten jest znacznie niższy, ale taka sytuacja jest na całym świecie.

Badacze z Uniwersytetu w Wirginii wpadli w latach 2012/2013 na trop nowego sposobu na pokonanie glejaka – najbardziej niebezpiecznego rodzaju raka mózgu. Dotychczas bez większego trudu pokonywał on wszelkie stawiane mu przeszkody, przez co badaczom nie udało się stworzyć skutecznej terapii dla tego nowotworu. Czy tajemniczy enzym pozwoli na pokonanie jak dotąd niepokonanego wroga? 

środa, 8 listopada 2017

GOJNIK - libańska szałwia - malotira

Malotira - gojnik - szałwia libańska - zastosowania lecznicze 


Na świecie istnieje wiele leczniczych roślin, których korzystne właściwości są wykorzystywane od wieków. Jedną z nich jest rosnący wysoko w górach – gojnik (nazwa od gojenia ran), który właściwości podobne jak nasze rodzime ziele mniszka lekarskiego. Gojnik (Sideritis scardica), inaczej szałwia libańska lub herbata górska, występuje naturalnie na terenach górskich powyżej 1000 m n.p.m. daleko od cywilizacji ludzkiej. Ten rzadko spotykany gatunek został doceniony wieki temu za swoje niezwykłe walory smakowe i właściwości lecznicze. Można go spotkać w rejonach Morza Śródziemnego, półwyspu Iberyjskiego, Bałkanów i Turcji, a jego nazwa jest uzależniona od regionu, w jakim rośnie: 

- “herbata górska” (Mountain Tea), - “herbata pasterza” (Shepherd’s Tea) – greccy pasterze robili z niej napary podczas wypasu owiec w wysokich górach, 
- “herbata olimpijska”, “herbata parnasowa” – odzwierciedlają nazwy greckich gór, na których rośnie, 
“malotira” – wywodzi się z włoskiego “mal” (choroba, dolegliwość) i “tirare” (wyciągać, ciągnąć) i oznacza “wyciągająca chorobę”, 
- “bułgaruska viagra” – w związku z legendarnymi właściwościami, jakie mu przypisano, 
- “ironwort” – pochodzi od greckiej nazwy żelaza, został uznany jako środek gojący “rany z broni żelaza” odnoszone w czasie wojen.

Gojnik rosnący na górskiej łące
Gojnik zwany libańską szałwią lub herbatką górską to roślina śródziemnomorska o bardzo długiej tradycji, i co najważniejsze – ma wiele prozdrowotnych właściwości potwierdzonych naukowo. O zielu gojniku wspomina Teofrast z Eresos (około 370-287 p.e.ch.), przyjaciel i uczeń Arystotelesa, filozof przyrody, ojciec botaniki greckiej i prekursor ekologii i geografii roślin w Grecji. Zioło gojnika przez wieki było na wyposażeniu każdej wojennej apteczki, bo wykorzystywano je do opatrywania ran. Mieszkańcy antycznej Grecji wiedzieli, że roślina ta jest w stanie wypędzić chorobę z organizmu, dodając przy tym witalności i energii, co daje jej nieco magicznego uroku. Ta śródziemnomorska roślina występuje na terenie samej Grecji w 12 lokalnych odmianach. Różnią się one między sobą nie tylko wyglądem, smakiem i aromatem, ale również właściwościami (co ma związek z jakością olejku eterycznego). 

Ta niepozornie wyglądająca roślina skrywa szereg prozdrowotnych zalet, podobnie jak mniszek lekarski, nic więc dziwnego, że cieszy się tak wielkim uznaniem w krajach, gdzie występuje. Żelazo, cynk, magnez, potas, sód, flawonoidy, taniny, miedź - te wszystkie składniki mineralne zawiera szałwia libańska czyli gojnik. Napar z szałwii libańskiej można w celach profilaktycznych pić codziennie, bo wpływa pozytywnie na układ immunologiczny - podnosi naturalną odporność, ale też redukuje uczucie zmęczenia czy wyczerpania, szybko regeneruje siły, dodaje energii i podnosi witalność. W medycynie ludowej szałwię libańską stosuje się jednak przede wszystkim na konkretne dolegliwości, bo znana jest ze swoich przeciwbakteryjnych i przeciwzapalnych właściwości. 

środa, 18 października 2017

Siatki Geopatyczne - Szwajcarska i Curry

Siatki i strefy geopatyczne - Siatka szwajcarska, siatka Curry i inne 


Strefy geopatyczne znane były już w starożytności. Od dawna u narodów w wielu krajach istniały realne doświadczenia  „wymarłych” złych miejsc, w których nie rosną drzewa ani kwiaty, ciężko chorują ludzie i zwierzęta, rozpadają się budynki. Na przestrzeni wielu wieków ludzie szczególnie starannie wybierali miejsca na budowę budynków mieszkalnych. Od zamierzchłych czasów w Chinach istnieje system feng shui, zgodnie z którym nie przystępowano do budowy domu, dopóki geomanta (różdżkarz) nie upewnił się, że dane miejsce nie znajdowało się pod władzą „duchów głębin” lub co gorsza "demonów głębin" czyli mrocznych sił i wpływów świata podziemnego. Takich mrocznych miejsce o złej energii, miejsc powodujących złe doznania, należy unikać. 

Pasmo stresu geopatycznego nad podziemnym ciekiem wodnym

O faktach istnienia takich stref donoszą również rękopisy egipskie i chińskie, a także indyjskie Wastu. Jako pierwszy w Chinach z zachowanych wzmianek wspomina o tym Imperator Qingyangshi (około 2300 lat p.e.ch.). Wydał on dekret cesarski zabraniający prowadzenia jakichkolwiek budów domów na miejscu niesprawdzonym przez kapłana geomantę lub lekarza, którego obowiązkiem było, poza podstawową działalnością medyczną, wykrywanie niebezpiecznych obszarów ziemskich. Dekret cesarski  nadal jest w mocy albowiem nikt go nie odwołał ani nie anulował. 

O prawidłowym wyborze miejsca na budowę domostwa pisał w swym traktacie starożytny rzymski budowniczy i architekt Witruwiusz. O tym samym wspominają w swych dziełach Hipokrates i Sufi Awicenna. W Rosji w XVIII i XIX wieku wybór miejsca pod zabudowę powierzano ekspertowi – różdżkarzowi, a decyzję o budowie podejmowano na poziomie carskiego dekretu. Z czasem te niezwykle ważne zasady w krajach europejskich uległy zapomnieniu, domy zaczęto budować w każdym pozornie nadającym się pod zabudowę miejscu, nawet jeśli z dawien dawna przodkowie uważali je za nienadające się do zamieszkiwania. 

Dopiero w ciągu ostatnich 70-ciu lat (od 1950), kiedy niemieccy lekarze odkryli na nowo związek stref geopatycznych z chorobami onkologicznymi, badacze zwrócili swą uwagę na strefy w których przejawia się „promieniowanie ziemskie”. Wówczas okazało się, że owo promieniowanie jest czynnikiem uruchamiającym choroby onkologiczne oraz wiele innych ciężkich schorzeń. Na przykład w pewnych domach ludzie bez jakichkolwiek widocznych przyczyn od pokoleń umierali na raka. Takie domy nazywano domami „rakowymi”, „przeklętymi”, opowiadano o nich straszne historie. W rzeczywistości, jak obecnie wiadomo, domy te mieściły się w strefach geopatycznych i śmierć następowała w rezultacie długotrwałego wpływu niebezpiecznego promieniowania jako czynnika sprzyjającemu straszliwym chorobom i cierpieniom. Medyczno-geologiczne badania uczonych z Petersburga (Mielnikowa, Musyjczuka i innych) wykazały, że strefy geopatyczne nie są mitem, lecz rzeczywistością, z którą należy się liczyć. Rezultaty pracy ujawniły znaczący związek statystyczny pomiędzy zachorowaniami onkologicznymi, stwardnieniem rozsianym, chorobą niedokrwienną serca, ze strefami geopatycznymi. W strefach tych zmniejszają się plony upraw, kiełkowanie nasion, więdną krzewy owocowe oraz giną zwierzęta domowe. 

poniedziałek, 16 października 2017

Odpromienniki naturalne - radiestezja i zdrowie

Odpromienniki naturalne - radiestezja i dobre zdrowie, ekologia i mądrość przodków 


MĄDROŚĆ DZIADKÓW, A RADIESTEZJA I EKOLOGIA!

"Nie wolno było budować nowej chałupy na krzyżowych wodach, gdzie spływająca z pochyłości woda odwilżowa czy deszczowa, jakby strumyczkami w pewnym miejscu się zlewała i znowu rozlewała. (...) Te same zasady obowiązywały przy budowie obór i stajni. Nie wolno było budować na źródle, na źródłowych pręgach, a więc w miejscu w którym z ziemi sączyły się wody, gdyż w postawiony tam dom biłyby pioruny. (...) Natomiast postawienie domu na czerwonych mrówkach lub drobniutkich owadach, gnieżdżących się w ziemi groziło tym, że choroby nie będą opuszczały gospodarzy." 

Kasztany - bardzo dobry naturalny odpromiennik
Powyższe cytaty pochodzą za znakomitych "gawęd" etnograficznych Franciszka Kotuli znajdującej się w uroczej książeczce "Przeciw urokom". Cóż, jeszcze do niedawna te zalecenia uważano za przejaw ciemnoty, zabobonu, podległości magii jaką podobno dotknięci byli liczni nasi słowiańscy przodkowie. Dzisiaj wszakże zaczyna się w tego rodzaju przekazach doszukiwać mądrości i to mądrości prawdziwie ekologicznej, a pseudonaukowe bajania o rzekomej ciemnocie przodków między bajki odkładamy. Widzimy bowiem, że nasi dziadkowie przez wieki potrafili doskonale obserwować naturę i współżyć z nią tak, by wychodziło im to na zdrowie. Potrafili też dostrzegać związki między zjawiskami "nienamacalnymi", "niemierzalnymi". Umożliwiła im to onegdaj głęboka intuicja. Z kolei dzisiaj współczesnym pokoleniom umożliwia to niekiedy superczuła elektronika. 

W przytłaczającej większości skrzyżowania żył podziemnych cieków wodnych są groźne i szkodliwe dla zdrowia. Promieniowanie naturalne pochodzące od układu geopatycznych promieniowań sieciowych (siatka szwajcarska) czy żył wodnych przenikają z łatwością beton, cegłę i inne materiały budowlane, chociaż posadzka z solidnej warstwy gliny znacznie osłabia ich natężenie. Przenika całe budynki a jego siła jest taka sama na parterze jak i na najwyższym piętrze budynku. Z doświadczeń i obserwacji wiemy, że nie każdy odcinek żyły wodnej emituje szkodliwą energię, chociaż na każdej żyle wodnego cieku podziemnego mamy zwykle sporo tak zwanego promieniowania szarego (tzw. zieleni ujemnej). Nie każdy organizm ludzki reaguje na promieniowanie geopatyczne w jednakowym stopniu, co zależy od wielu czynników. Niektóre osoby są mało odporne a inne wykazują znaczną odporność na promienie szare (na tzw. zieleń ujemną). 

Typowymi objawami wskazującym, że śpimy w strefie zadrażnienia, jest samopoczucie po wstaniu z łóżka. W normalnych warunkach człowiek powinien budzić się rześki i wypoczęty, z chęcią do życia. Jeśli zamiast tego odczuwamy ociężałość, zmęczenie, znużenie, osłabienie i zesztywnienia ciała, to jest wysoce prawdopodobne, że nasze łóżko znajduje się w strefie zadrażnienia. Inne objawy wskazujące na spanie w miejscu wzmożonego promieniowania geobiologicznego to: trudności z zasypianiem, niespokojny sen, senne koszmary, częste zmiany ułożenia ciała podczas snu, budzenie się z bólem głowy, bóle kręgosłupa,  dolegliwości reumatyczne, zaburzenia pracy serca, skoki ciśnienia, zimne kończyny, nerwice lękowe, wewnętrzny niepokój, podniecenie nerwowe bez powodu. 

czwartek, 12 października 2017

Dieta bezglutenowa nie jest zdrowa

Dieta bezglutenowa nie jest całkiem zdrowa - pomaga tylko nielicznym 


Gluten cieszy się na początku XXI wieku wyjątkowo złą sławą, ale bardzo niesłuszną. Gluten uznawany jest przez chorych na teorie spiskowe za sprawcę większości schorzeń, chociaż większość zarzutów wobec glutenu to oszczerstwa i pomówienia. Niestrawność, wzdęcia, złe samopoczucie, brak siły to najczęstsze dolegliwości, które błędnie kojarzy się właśnie z jedzeniem tego składnika. Czas na dobre rozprawić się z tymi stereotypami. Bierzemy gluten znacząco w obronę i sprawdzamy, do czego jest nam potrzebny, a pod kilkoma względami jest bardzo konieczny dla organizmu, szczególnie dla systemu nerwowego i neuroprzewodnictwa. Zacznijmy od tego, czym jest gluten. To białko naturalnie występujące w ziarnach podstawowych zbóż, a więc w pszenicy, jęczmieniu i życie. Mówiąc o glutenie warto zwrócić uwagę, że słowo to ma odmienne rozumienie z technologicznego i medycznego punktu widzenia. Potocznie mówi się, że gluten jest w mące ale to uproszczenie. Mąka zawiera jedynie białka glutenowe. Gluten jest tworem terminologii piekarniczej, powstającym w obecności wody dopiero podczas mieszania ciasta. 

Pieczywo pszenne - najlepsze z pełnej razowej mąki, najgorsze z białej mąki
W tym potocznym znaczeniu, glutenem określamy kompleks wytworzony po dodaniu wody do mąki pszennej i wyrobieniu ciasta, a następnie wypłukaniu z niego skrobi. Zabieg ten prowadzi do uzyskania ciągnącej się i elastycznej pozostałości zwanej właśnie glutenem. Jest on ważny szczególnie podczas tworzenia ciast i ich fermentacji, gdyż jego struktura umożliwia zatrzymanie pęcherzyków gazu (dwutlenku węgla) wydzielających się podczas fermentacji ciasta. – To właśnie dzięki niemu pieczywo nabiera gąbczastej, porowatej struktury – wyjaśnia Jarosław Marczuk, prezes fundacji „Chleb to zdrowie” – Białko to poprawia jakość wypieków, sprawia, że stają się one lekkie i puszyste, a co za tym idzie znacznie smaczniejsze niż ich bezglutenowe odpowiedniki – dodaje. W medycynie natomiast przyjęta zwyczajowo nazwa „gluten” ma nieco węższe znaczenie. – Odnosi się do rozpuszczalnej w etanolu frakcji białek zbóż, tzw. prolamin – tj. gliadyna (pszenica), sekalina (żyto) i hordeina (jęczmień), a także awenina (owies). W wyniku ich trawienia w przewodzie pokarmowym, powstają swoiste peptydy, szkodliwe tylko czasami dla osób z genetyczną predyspozycją do celiakii – mówi Anna Wojtasik z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie. Zgodnie z zaleceniami Kodeksu Żywnościowego, dla ujednolicenia oraz z uwagi na przyjętą zwyczajowo nazwę glutenu od czasu wykrycia celiakii, wszystkie szkodliwe dla chorych prolaminy określane są wspólnym terminem „gluten”. 

Gluten to niejednorodne białko występujące w różnych zbożach. W przeliczeniu na suchą masę zawiera 75-86% białka, do 10% polisacharydów, około 8% lipidów i około 2% składników mineralnych. Wśród białek glutenu pszennego występują przede wszystkim gliadyny (prolaminy pszenicy) – około 50%, gluteniny (gluteliny pszenicy) – około 35-40% oraz albuminy. Ma swoje wady i zalety natomiast rzeczywiście szkodliwy jest tylko dla osób chorych na celiakię (i to nie dla wszystkich), a tych chorych w populacji jest nie więcej niż 0,3 procenta (1 osoba na 300), lokalnie czasem w jakiejś populacji nawet do około 0,9 procenta (1 osoba na 110) lub nieco więcej (do 1 osoby na 80 wpopulacji). W Europie, w różnych krajach i regionach szacuje się, że choroba trzewna, celiakia, występuje z częstością od 1:80 do 1:300. Ryzyko zachorowania u pacjenta, którego krewny pierwszego stopnia choruje na celiakię, jest znacząco wyższe i wynosi 1:22 (podczas gdy dla tego samego badania ryzyko populacyjne oszacowano na 1:133), dla pokrewieństwa drugiego stopnia 1:39. U bliźniąt jednojajowych, gdy jeden z bliźniaków jest chory, ryzyko zachorowania drugiego wynosi aż 75%. Celiakia jest chorobą autoimmunologiczną (autoagresywną), nie jest chorobą alergiczną, a dieta bananowa opisywana już w starożytności pomagała ludziom z jej objawami (gr. koiliakos - brzuchatość; przewlekła biegunka tłuszczowa, „duży brzuch”, wyniszczenie i zahamowanie wzrostu; brzuch rośnie, masa ciała maleje - trollizm). Warto wiedzieć, że u części pacjentów z celiakią, brak jest poprawy komfortu życia pomimo odstawienia glutenu, a silne zaburzenia jelitowe nawracają okresowo bez związku z glutenem. 

niedziela, 1 października 2017

Terapie regresywne i reinkarnacyjne

Jeśli zapytać o to, kto pierwszy zajmował się badaniem i terapią osób w oparciu o idee zaglądania w dawne wcielenia. Niewątpliwie Joga ma w tej kwestii bardzo długą tradycję. Druga kwestia, to pojawienie się terapii regresywnych (Regression Therapy) w kilku formach koncepcyjnych w USA w latach 50-tych XX wieku. Terapia regresywna czy reinkarnacyjna wspominana jest już w Upaniszadach, jogicznych pismach starożytnej Indii. Patańdżali w Jogasutrach opisuje wszystko, co teoretycznie trzeba wiedzieć na temat tworzenia karmana i jego przejawiania w kolejnych wcieleniach. Patańdżali i inni wielcy Jogini Indii nazywają metodę Przeglądu Wstecznego z sięganiem do poprzednich żywotów terminem Pratiprasava. Metodę taką znają wszyscy profesjonalni Nauczyciele i Mistrzowie Jogi, także Hatha Jogi, nie tylko mniej znanych jak Laja, Krija czy Radża Joga. Na tej podstawie w Jodze od tysięcy lat praktykuje się to, co dziś wyrwane z kontekstu Jogi nazwane zostało terapiami regresywnymi. Powinno się używać oryginalnej nazwy Pratiprasava, a nie tylko angielskich odpowiedników jak Terapia regresywna czy regresyjna. 



Terapia regresywna, reinkarnacyjna i pratjahara 


Metody regresywne czy też regresyjne w terapii (ang. Regression Therapy) są znane na zachodzie już bardzo dobrze, a także stosowane w praktyce klinicznej przez profesjonalną medycynę. Nawet na zachodnich uniwersytetach podejmuje się ochoczo ten temat - wystarczy poszperać na anglojęzycznych stronach. Metody regresywne są doskonale znane i wykorzystywane w tradycyjnej jodze, a ogólny dział ćwiczeń w szkołach jogi, który zajmuje się także tego rodzaju terapiami to Pratyahara (sposzcz. pratjahara). Wystarczy znaleźć dobrej jakości szkołę czy grupę jogi, gdzie te tradycyjne, znane od tysiącleci metody są w pełni praktykowane, a instruktorzy mają odpowiednio wysoki poziom wiedzy i praktyki nabyty od guru. 

Regresja to mentalne cofanie do poprzednich wcieleń lub dzieciństwa zwane Regresją Karmiczną (Przyczynową) lub w drugim przypadku - Regresją Wiekową. Regresja wiekowa z cofaniem do okresu narodzin i pierwszego oddechu wykorzystywana jest w praktyce terapeutycznej pod nazwą Rebirthing. Istnieje wiele teorii i nauk co do życia po życiu, poprzednich wcieleń, reinkarnacji itp, wiele osób chciało by dowiedzieć się co było z naszą Duszą przed urodzeniem, czy żyjemy wiele razy? Wiele Wróżek i Terapeutów szuka informacji o poprzednim życiu stosując wahadełko i w ten sposób przekazuje informacje klientowi kim był, co robił i co przeskrobał. W Jodze Królewskiej intensywnie praktykowane są metody Przeglądu Wstecznego czyli odtwarzania wspomnień z każdego okresu swojego istnienia, aż do momentu Narodzin i Pierwszego Oddechu, a także aż do momentu powstania Pierwszej Komórki czyli Zygoty.  

Niestety sposoby na wróżkę i jasnowidza to okazja w której dostaje tylko suchą, niepopartą niczym informację której sam nie może sprawdzić i doświadczyć, zatem nie ma to żadnego działania terapeutycznego, a Regresja jest jedną z najciekawszych i najskuteczniejszych form terapii. Bardzo często także, rozmaitej maści wróżki czy radiesteci z wahadłami nie mają żadnego wglądu w poprzednie wcielenia zatem często zmyślają jak cyganki dla zysku zamiast podać fakty. To prawda, że są osoby, dla których Regresja będzie nieskuteczna, są też osoby, które mają trudności z wejściem w regresję, czasem tak przestraszone tym co mogą zobaczyć lub przeżyć, lub bardzo zablokowane. Błędem jest wymuszanie wspomnień z poprzednich wcieleń sesjach, gdyż powoduje uruchomienie rozmaitych fantazji i zmyśleń (konfabulacji) od których roi się wśród domorosłych regreserów, a także w środowiskach wróżek czy wahadlarzy. 

środa, 21 czerwca 2017

Ozon - leczy i zabija

Letnią porą świat przypomina sobie po raz kolejny o ozonie, że leczy i zabija


Wpadają nam w ucho hasła "dziura ozonowa", "zanik ozonu w stratosferze", "wysokie stężenie ozonu w miastach". I czasem gubimy się, jak to jest właściwie z tym ozonem – ma być, czy nie? Ozon jest dobry czy zły? Odpowiedź jest bardzo prosta – ozon może być zarówno dobry, jak i zły, wszystko zależy od tego, w jakim obszarze atmosfery występuje. W naturalnych warunkach największa koncentracja ozonu występuje w warstwie atmosfery noszącej nazwę stratosfery. Naturalnym źródłem ozonu w dolnych warstwach atmosfery są wyładowania atmosferyczne. Charakterystyczny zapach powietrza po burzy powodowany jest właśnie obecnością w nim ozonu. Są to jednak niewielkie, nieszkodliwe ilości tej substancji. Zagrożenie powodują dopiero wyższe stężenia ozonu, powstające w wyniku działalności człowieka. 


Na wysokości 25 km nad powierzchnią Ziemi stężenie ozonu jest największe: około 100 miliardów cząsteczek w centymetrze sześciennym. Ta warstwa ozonu nosi nazwę ozonosfery. Bez zbytniej przesady można stwierdzić, że dzięki ozonosferze istnieje życie na Ziemi. Pochłania ona 99 proc. słonecznego promieniowania ultrafioletowego, które, gdyby dotarło do powierzchni Ziemi, nieodwracalnie naruszyłoby cały planetarny ekosystem. Promieniowanie to działa szkodliwie na organizmy żywe, począwszy od planktonu w morzach i oceanach, poprzez rośliny, a na zwierzętach kończąc. W przypadku człowieka ultrafiolet powoduje osłabienie odporności organizmu, podatność na nowotwory (zwłaszcza na czerniaka), wywołuje choroby oczu, już nie wspominając o tym, że przyczynia się do przyspieszenia procesu starzenia się skóry. 

Ozon, tzw. tritlen, składa się z trzech atomów tlenu. W postaci naturalnej występuje w atmosferze, natomiast do celów człowieka wytwarzany jest za pomocą specjalnego urządzenia zwanego generatorem ozonu (ozonatorem). Ozon wykazuje bardzo silne działanie, ale ma niezwykle krótki czas trwania. Trzeci atom tlenu wchodzi w reakcję z otoczeniem i poprzez utlenianie niszczy chorobotwórcze drobnoustroje czy nieprzyjemne zapachy. Ozon jest cięższym od powietrza, niebieskim gazem, wykazującym niezwykle silne właściwości dezynfekujące. W porównaniu do najpopularniejszego środka dezynfekującego - chloru - ozon wykazuje 50-krotnie skuteczniejsze działanie odkażające, a efekty jego działania są 3 tysiące razy szybciej widoczne. Ozon w postaci gazowej dociera do najbardziej niedostępnych miejsc, których nie można odkazić za pomocą innych środków. Ozon występuje we wszystkich stanach skupienia, w każdym  wykazując dużą niestabilność. W postaci ciekłej i stałej jest substancją silnie wybuchową jako gaz ma tendencję do rozkładania się w zależności od temperatury. Nie można więc wytwarzać ozonu na zapas. Do celów medycznych musi być produkowany na bieżąco, w razie potrzeby. 

Ozon jest naturalnym składnikiem atmosfery. Powstaje w stratosferze, na wysokości około 20-30 km, jako wynik działania promieni ultrafioletowych na tlen. W niższych warstwach powstaje na skutek wyładowań atmosferycznych czyli piorunów. Wysoka energia promieniowania ultrafioletowego, nie zatrzymywana przez warstwę ozonu w atmosferze, powodowałaby zniszczenie organizmów żywych wywołując w nich denaturację białek. Stąd też tak ważne stało się w ostatnich dziesięcioleciach dokładne poznanie wszystkich właściwości ozonu i jego wpływu zarówno korzystnego, jak i toksycznego na organizmy żywe, w tym także na tkanki ludzkie. Konstrukcja aparatów do sztucznego wytwarzania ozonu, zwanych ozonizatorami, umożliwiła poznanie właściwości fizycznych, biochemicznych ozonu, a także jego wpływ na metabolizm komórek. 

środa, 31 maja 2017

Krzysztof Malengowski uzdrowiciel z Poznania

Uzdrowiciel z Poznania: Ma moc i pomaga - Krzysztof Malengowski


Medycyna tradycyjna, sprawdzona doświadczalnie przez wieki, powraca do łask, chociaż z powodu bałaganu prawnego, nie jest łatwo sprawdzić na ile dana konkretna osoba jest skuteczna i kompetentna w przedmiocie bioenergoterapii, akupresury, ziołolecznictwa czy reiki. W niektórych krajach są obowiązkowe trzyletnie lub czteroletnie studia medycyny naturalnej i każdy praktyk sztuki uzdrawiania tradycyjnego ma gwarantowaną podstawową niezbędną wiedzę medyczną, w tym z anatomii i fizjologii, objawów chorób wymagających natychmiastowej operacji chirurgicznej, resuscytacji ratowniczej, nie tylko pierwszej pomocy. Przez trzy lub cztery lata dziennych studiów medycyny naturalnej całkiem sporo można się nauczyć aby spełniać minimum kryteriów uzdrowicielskich z punktu widzenia medycznego. 

Bioenergoterapia - Krzysztof Malengowski - Poznań
- Jeśli ktoś w tej chwili czuje ból, który utrzymuje się od dłuższego czasu albo chce, abym zbadał jego organizm, mogę to zrobić - mówi Krzysztof Malengowski, uzdrowiciel z Poznania. Krzysztof Malengowski, rocznik 1958, nie boi się mówić, że ma "wielką energię". Przyznaje, że jest bioenergoterapeutą i mistrzem reiki, czyli japońskiej metody leczenia za pomocą energii życiowej i akupresury. Swoją profesję nawet sformalizował, chociaż nie jest jeszcze członkiem Japońskiego Stowarzyszenia Usui Reiki (Usui Reiki Gakkai). Jest członkiem Stowarzyszenia Radiestetów, gdzie specjalizuje się w przekazywaniu życiowej energii i leczeniu dotykiem rozmaitych  dolegliwości na jakie cierpią ludzie. Na propozycję bioenergoterapeuty przystała kobieta, która ma problemy z wątrobą. 

Krzysztof Malengowski przyznaje, że ostatnio ma sporo konkurencji, bo coraz więcej jest osób, które proponują pomoc, stosując medycynę alternatywną. A mają wzięcie, bo sposobów niekonwencjonalnego leczenia jest wiele, chociaż nie wszystkie są skuteczne. Wielkopolanie bez większego kłopotu znajdą uzdrowiciela, który leczy dotykiem, za pomocą minerałów, produktami pszczelimi i mało znanymi roślinami, zapachami czy poprzez pobudzenie organizmu do samoleczenia poprzez przebywanie przy drzewach i krzewach. Jak jest możliwość kształcenia się na własną rękę, czytają książki o tematyce leczniczej. Poznański uzdrowiciel leczy od końca lat 80-tych XX wieku. I nie bierze za to pieniędzy w sensie żądanej stawki za zabieg, tylko pozwala sobie płacić "co łaska", ile pacjent może, co wedle niektórych uwiarygadnia jego moc bioenergetyczną. Prowadzi bezpłatne wykłady na temat energetycznego spojrzenia na medycynę niż tylko materialistyczno-ateistyczne. 

czwartek, 5 stycznia 2017

Kurs podstaw terapii zielarskiej

Krótki kurs tradycyjnej medycyny naturalnej i zdrowego odżywiania 


Nie łatwo jest powiedzieć od czego zacząć nowoczesny kurs tradycyjnej medycyny opartej na leczeniu ziołami i odpowiednią dietą. Dla tych, co znają się już trochę na metodach tradycyjnych terapii z wykorzystaniem ziół, w tym przypraw i warzyw, zapewne nie będzie tutaj wiele nowego, ale dla tych, co dopiero zaczynają swoje poszukiwania, na pewno znajdzie się sporo przydatnych informacji. Od czegoś naukę trzeba zacząć, ale wiedz, że lepiej poinformowani i dokształceni w tradycyjnych metodach leczniczych pewnie z pięćdziesiąt albo sto takich różnych wprowadzeń musieli przeczytać, aby nabyć wszechstronnej i użytecznej wiedzy, jako że ziół czy dokładnie roślin na świecie znanych i stosowanych w celach leczniczych jest dużo ponad 10 tysięcy, a w samej Polsce, około 1500. Przynajmniej 20 do 30 wszechstronnie działających ziół, w tym przypraw i warzyw trzeba dobrze poznać, aby posługiwać się nimi w charakterze podręcznej domowej apteczki pierwszej pomocy w rozmaitych popularnych dolegliwościach.



Siedem najpopularniejszych leków na świecie i ich naturalne odpowiedniki


Wszyscy ludzie chcą się czuć dobrze i być zdrowi. Niestety, żyją w świecie, w którym większość z ludzi nie potrafi obejść się bez przyjmowania chociażby leków przeciwbólowych. Wielu konsumentów środków przeciwbólowych myśli o odstawieniu leków i zastąpieniu ich zdrowymi, naturalnymi produktami spożywczymi i środkami zaradczymi, co często, chociaż nie zawsze się udaje. Liczba zgonów spowodowanych zażywaniem powszechnie przepisywanych leków przeciwbólowych, z roku na rok wzrasta. Rocznie na całym świecie przepisywane są 4 miliardy recept na środki przeciwbólowe. Ponad 80 procent światowych recept na opioidy (leki psychoaktywne), przepisywanych jest w Stanach Zjednoczonych (USA), Kanadzie i Australii.

Najczęściej przepisywane leki w ogóle to specyfiki do obniżenia cholesterolu, zbyt wysokiego ciśnienia krwi, przeciko niedoczynności tarczycy, przeciwko różnego rodzaju bólom, a także leki przeciwpsychotyczne, antybiotyki i leki przeciwko cukrzycy. Dodaj do swojej codziennej diety zdrową, naturalną żywność, a zobaczysz, że z czasem zaczniesz czuć się o wiele lepiej i być może raz na zawsze odstawisz leki na receptę (chociaż nie zawsze jest to możliwe). Oto siedem najpopularniejszych leków na receptę i naturalne środki zastępcze tradycyjnie stosowane, których można użyć do leczenia i zapobiegania chorobom, a często także do zmniejszenia dawki leku chemicznego.

wtorek, 6 grudnia 2016

Stefan Wrona - bioterapeuta kręgarz uzdrowiciel

Stefan Wrona - kręgarz, bioenergoterapeuta, radiesteta, szaman - Tarnów


Stefan Wrona - słynny kręgarz, magnetyzer i bioenergoterapeuta, człowiek magnes z Tarnowa, charyzmatyczny uzdrowiciel, masuje stopy i ściąga z ciała złą energię; ojciec reżysera Marcina Wrony; naturoterapeuta od lat przyjmuje na każdym festiwalu madycyny tradycyjnej i alternatywnej; na IV Festiwalu Zdrowia, Wróżb i Niezwykłości w Łodzi w 2001 r. zdobył „Złoty Promień”; niezwykłe zdolności polegające na przywieraniu do swego ciała różnych przedmiotów, w tym metalowych, zauważył już jako młody chłopak; trudni się też uzdrawianiem ludzi często beznadziejnie chorych; przyjmuje pacjentów prywatnie, bierze udział w targach i festiwalach, przyciąga ludzi jak magnes;  Stefan Wrona rozwojem duchowym interesował się już w dzieciństwie, a swój dar pogłębiał, ćwicząc oddech, ucząc się technik ezoterycznych i magnetyzując wodę. 

Przyjmuje: ul. Joachima Lelewela 14a/41, 33-100 Tarnów; woj. małopolskie - telefon: +48 14 627 3482 (na uzdrawianie najlepiej umawiać się telefonicznie). 


Jak zginął Marcin Wrona? Ojciec szaman ma własną teorię! 


Na temat śmierci reżysera Marcina Wrony (urodzony 25 marca 1973 - zmarły 19 września 2015) krążą różne teorie. W dniu 19 września 2015 nad ranem reżyser targnął się skutecznie na własne życie. O tragicznej śmierci syna kilka tygodni po jego śmierci po raz pierwszy przemówił także ojciec artysty, słynny uzdrowiciel, kręgarz i bioenergoterapeuta Stefan Wrona z Tarnowa! Samobójcza śmierć syna znanego uzdrowiciela, magnetyzera i bioenergoterapeuty obdarzonego charyzmatycznym darem uzdrawiania może być dobrą lekcją dla innych szamanów czy uzdrawiaczy i dla ich rodzin, bliskich i znajomych, lekcją ezoteryczną, gdzie muszą się nauczyć jak obchodzić się z człowiekiem, który jest nosicielem szamańskiego daru niebios. 

Stefan Wrona nie wierzy w samoistne samobójstwo syna, utrzymuje, że wie, jak doszło do śmierci jego dziecka, ale nie może zdradzić tej tajemnicy. Na pogrzebie Marcina powiedział: „Skoro on tu jest i tak się stało, to nie był przypadek. Tam gdzie nie ma Pana Boga, przychodzi demon". Stefan Wrona nie zrezygnował z uzdrawiania, jak wielu innych uzdrowicieli, co się załamują takimi ciężkimi przejściami, przyjmuje pacjentów prywatnie, bierze udział w targach i festiwalach, przyciąga ludzi jak magnes. 

środa, 16 listopada 2016

Noni - lecznicza morwa indyjska

NONI - morwa indyjska – działanie i właściwości lecznicze Noni


Noni to roślina lecznicza szeroko stosowana w tradycyjnej medycynie chińskiej, w indyjskiej ajurwedzie oraz w tradycyjnym szamanizmie polinezyjskim. Można powiedzieć, że ekumenicznie łączy trzy wielkie systemy tradycyjnej medycyny, od Indii, przez Chiny i Polinezję aż po Hawaje i Hunę. Na różnych obszarach nosi nazwę noni (Hawaje), nono (Tahiti), mengkudu (Indonezja), kura (Fidżi) lub bartundi बारतुन्डी (w języku hindi - zainstaluj czcionki Lohit i Devanagari aby zamiast prostokącików widzieć nazwy w oryginale). Popularne nazwy to: morwa indyjska, wielka morinda; a w Indii i ajurwedzie to w języku w hindi: Bartundi बारतुन्डी, w telugu: Mogali, w marathi: Nagakunda, w tamilskim: Nuna, w malayalam: Mannapavatta, w języku kannada: Tagase maddi, w gujarati: Surangi सुरंगी, w języku oriya: Pindre, w języku bengalskim: Hurdi, w konkani: Bartondi, w urdyjskim: Achu (aću), co pozwoli wyszukać ten ajurwedyjski lek w lokalnych indyjskich sklepach. Morwa indyjska czyli Noni po nepalsku to: Hardikath, a w języku Sanskrytu to: Achuka (acuka, aćuka), Achchhuka (acchuka), Ashyka, Ashyuka. 


Na ziemi znajdują się zakątki, których nie dotknęły jeszcze skutki rozwoju cywilizacyjnego. Takim miejscem jest m.in. Polinezja oraz Azja Południowo-Wschodnia. Jednak tam miejscowa ludność wciąż jest narażona na kaprysy natury, dlatego też, aby chronić swoje zdrowie, jej mieszkańcy nadal sięgają po naturalne rozwiązania pochodzące prosto z otaczającej ich przyrody. Ciekawe właściwości szamańskiego soku Kahunów z owoców Noni wynikają z obecności w nim szeregu różnych substancji, jednak nie wszystkie jeszcze znalazły potwierdzenie w badaniach klinicznych. Działanie ziół często w istotny sposób wynika z całego konglomeratu obecnych składników, a nie tylko z pojedynczego czynnika o znaczeniu leczniczym, co także utrudnia badania kliniczne. Na Hawajach z korzeni pozyskuje się żółty barwnik stosowany przy farbowaniu tkanin, a z kory pozyskiwany jest brązowo-purpurowy barwnik używany do batików. 

Rodzimy obszar występowania gatunku Noni to Chiny, Japonia, Tajwan, Półwysep Indyjski, Indochiny, Malezja, wyspy Andamany i Nikobary oraz Australia. Został szeroko rozprzestrzeniony jako przyprawa i środek leczniczy. Występuje w efekcie także w Afryce, Ameryce Północnej (na Florydzie i w Meksyku), Ameryce Środkowej, północnej części Ameryki Południowej i licznych wyspach Oceanu Spokojnego. Licznie rośnie na Tahiti w Polinezji Francuskiej. Występuje ona również jako roślina lecznicza w wielu innych regionach, takich jak: Filipiny, Indochiny, Indie, wyspy Oceanu Indyjskiego, Malediwy, Seszele, Mauritius, Madagaskar, Zanzibar oraz dalej w kierunku wschodnich wybrzeży Afryki. Roślina ta jest dobrze znane w systemach medycyny indyjskiej takich jak ajurweda, siddha czy unani, a także w medycynie chińskiej, japońskiej czy tybetańskiej. W szczególności używana jest przez hawajskich szamanów, przez Kahunów oraz przez szamanów na Polinezji, przez Tohunów. 

Noni, czyli morwa indyjska, morinda citrifolia, bardzo dobrze znana w ajurwedzie, to roślina, której właściwości i działanie od dawna doceniają mieszkańcy Polinezji. Nazywają oni noni "aspiryną przyszłości”. Podchwycili to producenci soków i innych specyfików na bazie noni, którzy przekonują, że roślina ta jest lekiem na wszystko - od bólu brzucha, po HIV i raka. Niestety, nie ma badań naukowych, które mogą to jednoznacznie potwierdzić. Wiadomo natomiast, że noni w niektórych przypadkach może zaszkodzić zdrowiu. W języku hawajskim "noni" znaczy "wmieszać w coś". Niewątpliwie znaczenie to ma jakiś sens, skoro polinezyjscy zielarze Kahuni w swoich praktykach bardzo często stosowali Noni jako podstawę zielarskiego leczenia chorego, a następnie uzupełniali o inne zioła potrzebne dla danego schorzenia. Należy pamiętać, że pacjent, który jest w stanie o własnych siłach przyjść do lekarza czy szamana, zwykle nie jest jeszcze tak bardzo chory jak pacjenci medycyny ratunkowej, których w stanie ciężkim pogotowie ratunkowe zwozi do szpitali, zatem zielarze czy bioenergoterapeuci częściej mają do czynienia z lzejszymi dolegliwościami u swoich pacjentów. 

Picie dobrego jakościowo soku z noni w ilości 30-60 ml dziennie (najlepiej przed śniadaniem, na pusty żołądek oraz wieczorem na noc) pomaga m.in. na: stwardnienie tętnic, infekcję pęcherza, czyraki, choroby jelit, nowotwory, zespół przewlekłego zmęczenia, problemy z krążeniem, cukrzycę, zapalenie oka, gorączkę, wrzody żołądka, bóle głowy, choroby serca, nadciśnienie, trawienie, osłabienie układu odpornościowego, choroby nerek, malarie, bóle menstruacyjne, zaburzenia miesiączkowania, zaburzenia oddechowe, grzybicę, pleśniawki... Tych znanych z obserwacji zielarzy i szamanów korzystnych działań noni jest naprawdę dużo. W większości wypadków, aby uzyskać efekt terapeutyczny, trzeba stosować leczenie sokiem z Noni przez dłuższy okres czas, zwykle przez trzy, sześć lub dziewięć miesięcy, zatem nie jest to znaczący lek ratunkowy w stanach nagłych, ale bardzo przydatny w leczeniu z chorób przewlekłych lub w rekonwalescensji pacjentów. 

środa, 19 października 2016

Bretarianizm inedia śmierć głodowa anoreksja

Bretarianizm i inedia jako posty i głodówki lecznicze. Problemy anoreksji. 


Czy bretarianizm to wymysł urojeń lub demonów? Czy, jak wszystko na tym świecie, zależy od Stwórcy? To pytania kreacjonistów, gdyż ludzie nauki omijają takie tematy jako absurdalne, niepoddające się badaniom naukowym. Natomiast, zwolenników nic i nikt - nie przekona! Niejedzenie (breatharianizm, inedia) to rzekomy stan, w którym nie przyjmuje się pożywienia, a niekiedy także wody. Niejedzący twierdzą, że trwają dzięki "energii światła" (lub dzięki pranie), i że przy odpowiednich technikach jest to opcja prawie dla każdego. Tyle na ten temat Wikipedia. Co jakiś czas trafiamy na "sensacyjne" doniesienia dotyczące zjawisk, których nie potrafimy jeszcze wytłumaczyć, a przyroda pełna jest dziwnych zjawisk nad którymi pracują uczeni badacze. Wyjaśnić niewyjaśnione jest hasłem, które elektryzuje tysiące ludzi ze świata nauki. Tak też jest ze sposobem odżywiania się człowieka, a raczej z jego zaniechaniem czyli bretarianizmem. Nauka zna normalny okresowy post oraz lecznicze głodówki, które jednakże trwają zwykle od kilku do kilkudziesięciu, zwykle maksymalnie czterdziestu dni.  


Inedia to zdolność do normalnego funkcjonowania bez jedzenia. Słowo to początkowo opisywało oparty na poście styl życia katolickich świętych. Wedle tradycji przez długi czas byli oni w stanie nie jeść i nie pić, karmiąc się jedynie komunią świętą. Inedią nie jest jednak sam post albo krótkotrwała głodówka, ponieważ po pewnym czasie człowiek powraca do przyjmowania pokarmu. Nie jest to również zmuszanie się do niejedzenia. Inedycy (jak określa się osoby niejedzące) nie mają na celu umartwiania ciała, ale w założeniu uwalniają się od potrzeby żywienia, zdobywając wolność wyboru w kwestii jeść czy nie. Breatharianizm to powiązana z inedią koncepcja, której zwolennicy utrzymują, jakoby pożywienie i woda nie były człowiekowi potrzebne do życia, a organizm jest zdolny funkcjonować dzięki światłu słonecznemu. Stan taki miałoby się osiągnąć dzięki poznaniu i praktykowaniu specyficznych technik duchowych. Nazwa tego ruchu pochodzi od angielskiego słowa breath oznaczającego "oddech", który ma dla breatharian szczególne znaczenie. Ich zdaniem, w powietrzu zawarte są elementarne cząstki wszystkich substancji odżywczych potrzebnych do życia, trzeba tylko nauczyć się je wykorzystywać, a dodatkowe dostarczanie pożywienia stanie się zbędne. Zakładając jednak poprawność teorii, że powietrze jest nośnikiem rzeczonych cząstek, to możliwość ich wyodrębnienia i wykorzystania przez organizm ludzki jest mniej niż prawdopodobna. 

W jednym z internetowych źródeł wiedzy o tym zjawisku znajdujemy informację: "Oni żyją chi (energią) z ziemi, z lasu, ze słońca i z powietrza. Korzystają z tego wszystkiego. Albo żyją miłością. Samą wiarą. Tacy ludzie są znani jako bretarianie, solarianie albo waterianie, i pochodzą z różnych ścieżek życia, z różnych kultur i wszystkich zakątków świata. Doprawdy, możliwości i cuda w tym życiu, jakie nasz łaskawy Stwórca przygotował dla nas, są nieskończone; musimy tylko połączyć się wewnątrz, by rozpoznać naszą wielkość jako dzieci Bożych". Wydawałoby się, że naukowcy nie będą zajmować się takimi sprawami, ponieważ w samym założeniu to zjawisko jest sprzeczne z zasadami funkcjonowania realnego świata. Jest to jednak na tyle dziwny temat, że nie daje się całkowicie go zignorować. Mamy przez ponad 100 lat XX wieku kilkanaście obserwacji klinicznych takich ludzi, którzy twierdzą, że nic nie jedzą (Indie, Szwajcaria, Japonia, Kanada). Sposób ich badania nie budzi zastrzeżenia naukowców, jednak to zbyt rzadkie prezypadki, dlatego  nadal nie ma oficjalnego stanowiska międzynarodowego gremium medycznego. Brak jest kompletnych wyników badań w tej sprawie, jako że za mało osób widać osiągnęło takie stadium ewolucji aby móc całkowicie przestać się odżywiać na okresy dłuższe niż kilkadziesiąt dni. 

sobota, 30 lipca 2016

Neofobia ksenofobia ideofobia - lęki i obawy przed nowym i obcymi

Neofobia i Ksenofobia - Obawy i Lęki przed Nowym i Innymi


Ksenofobię jako lęk przed obcymi wszyscy znają, szczególnie w Polsce. Neofobia to paniczny lęk przed tym co nowe, lęk powodujący agresywną i bezmyślną, chaotycznę obronę, lęk konserwatyzmu. Neofobia często stopuje i zwalcza postęp i reformę, co widać na przykładzie Polski. Fobie to taka kategoria dolegliwości, która często powoduje agresję i atak na to czego się boi człowiek przez silny i chorobliwy lęk ogarnięty. Fobie to choroby polityków, szczególnie na prawicy! 

Fobia kojarzona jest często jako lęk przed owadami lub gryzoniami

NEOFOBIA - IDEOFOBIA - KSENOFOBIA


Neofobia - panika, lęk i obawa przed zmianami, przed wszelką nowością, zmianą, postępem, dawniej choroba konserwatywna. Często jest to lęk przed zmianami globalnymi takimi jakie wymusza postęp nauki czy techniki. Neofobowie niepokoją się każdą zmianą na nowe, inne, odmienne w swoim otoczeniu. Począwszy od odczuwania uporczywego lęku, gdy współmałżonek chce zmienić meble w mieszkaniu, aż po obawy związane z koniecznością zmiany rodzajów środków komunikacji czy łączności. Z powodu neofobów mają problemy wynalazcy i uczeni wprowadzający nowe paradygmaty myślenia, urządzenia techniczne czy ideały społeczne. Neofob może obawiać się w równym stopniu zmiany w wyznawanej religii jak i zmian w programie nauczania dzieci w szkole. Fobia ta rozwija się na granicy poznawczej, kiedy osoba chora styka się z tym, czego jeszcze nie było, z tym czego jeszcze nie znała lub nie widziała.

Niektóre teorie fobii wskazują na częściową lub całkowitą utratę zdolności mózgu do przyswajania nowej wiedzy i uczenia się stąd neofobie atakują głównie osoby po 35 roku życia, kiedy coraz częściej się wtedy zdarzają. Im osoba starsza w swym fizjologicznym wieku tym bardziej podatna na neofobie. Neofobie mogą być indukowane, zaszczepiane u dzieci przez rodziców. Lęk przed postępem technicznym przyczynił się do powstania takich grup społecznych jak Amisze, którzy nie korzystają z samochodów, telefonów, telewizji, komputerów, a pozostają w zacofaniu z epoki XVII wieku. W mocno religijnych społecznościach neofobia bardzo silnie związana jest rozmaitymi fobiami o podłożu religijnym, co jest naturalną konsekwencją światopoglądu i przekonań w danej społeczności. 

Uporczywy lęk i obawa przeciwko każdej nowej idei to ideofobia, która przejawia się w dziedzinie myśli i wynalazków, teorii naukowych czy nawet nauk medycznych. Chorzy na taką fobię boją się nowych idei, zasad czy światopoglądów. Do ofiar neofobii w postaci ideofobii należeli wielcy myśliciele tacy jak Kopernik, Giordano Bruno, Galileusz, Albert Einstein, Nicola Tesla, ale też tysiące mniej sławnych. Neofobia rzutująca się jako obawa przeciwko postępowi technologicznemu czy nowym pomysłom racjonalizatorskim to też obawa przed doskonałoscią i udoskonalaniem, czyli teleofobia, a nie tylko technolofobia. Racjonalizator udoskonalający maszyny w zakładzie przemysłowym szybko bywa obiektem ataków technolofobów ale i teleofobów, obawiających się nowości technicznych i doskonałości.

Postęp w nauce i technice jest przez takich neofobów częstokroć ukracany i niwelowany, nawet w zarodku. Sposoby fobów są różne, od towarzyskiego wyśmiewania i krytykowania, aż po personalne nagonki i skuteczne usuwanie racjonalizatorów i wynalazców z zajmowanych stanowisk czy z pracy. Paniczny lęk przeciwko czemuś powoduje w zależności od swego natężenia dwie reakcje, jedną jest ucieczka (np. towarzyski ostracyzm i unikanie racjonalizatora), a drugą jest agresja o różnej skali nasilenia i postaci. Znane są przypadki uciekania się do pobicia czy nawet zabójstwa osób wspierających nowe technologie, wdrażających nowe udoskonalające technikę wynalazki. W niektórych krajach chroni się wynalazców, a znane są przypadki napastowania uczonych za ich wynalazki i teorie przez organa państwowe (Einstein w Niemczech i USA, Korolow w Rosji i wiele innych). 

piątek, 29 lipca 2016

Paranoja parafrenia paranoid osobowość paranoiczna

PARANOJA - Parafrenia - Paranoid - Osoba paranoiczna w domu i partii


Paranoid to generalnie typ chłodny emocjonalny, wycofany z kontaktów z innymi, wrogi, nadmiernie podejrzliwy, nadmiernie wrażliwy na lekceważenie i krytykę, niezdolny do wybaczania urazy, zazdrosny. Aby pomagać wyzdrowieć osobom chorym na zaburzenia paranoiczne potrzeba ogromnej wiedzy medycznej i uzdrowicielskiej o tego rodzaju dolegliwościach i złych stanach umysłu, a nie tylko empatii i dobrych chęci wspomaganych bioenergią...


Naród Polski jest coraz bardziej narażony na rozmaite zaburzenia psychiczne. Liczba chorych ciągle rośnie od wielkiej zmiany ustroju w 1989 roku począwszy, co na pewno jak wykazały liczne badania nie jest przypadkowe. Do głosu doszły bowiem ciemne siły, które nie tylko same są chore psychicznie, ale i potrafią skutecznie psychozy i fobie indukować w umysłach innych ludzi. Rośnie też ilość zaburzeń społecznych typu paranoicznego, co widać chociażby w polityce i mediach, nie tylko w zachowaniach sąsiadów.

PARANOID - Osobowość paranoiczna  


Osobowość paranoiczna (paranoid) - zaburzenie osobowości, w którym występuje chłód emocjonalny, wycofywanie się z kontaktów z innymi, wrogość, nadmierna podejrzliwość, nadmierna wrażliwość na lekceważenie i krytykę, niezdolność do wybaczania urazy. Jako Osobowość paranoiczna w systematyce ICD-10 ma Kod F60.0, a jako Paranoiczne zaburzenie osobowości w DSM IV ma Kod 301.0. Najbardziej znaną bodaj odmianą paranoji jest paranoja alkoholowa, czyli końcowy skutek picia piwa, wina czy wódeczki. Nie obserwujemy w paranoi objawów osiowych schizofrenii (Bleuer) takich jak autyzm, rozszczepienie osobowości i życia emocjonalnego. Paranoja jest zaliczana do psychoz endogennych czyli chorób o niewyjaśnionej etiologii. Paranoję należy odróżnić od reakcji paranoicznej, która może mieć podobne objawy, powstaje jednak w wyniku reakcji na sytuacją stresową.

Kryteria diagnostyczne ICD-10 

- wrażliwość na niepowodzenia i odrzucenie,
- tendencja przeżywania przykrości długotrwale,
- podejrzliwość, ujmowanie obojętnych działań otoczenia jako wrogich lub pogardliwych,
- sztywne poczucie własnych praw,
- podejrzenia dotyczące wierności (partnerów i przyjaciół),
- przecenianie własnego znaczenia,
- pochłonięcie wyjaśnieniami wydarzeń.

Kryteria diagnostyczne DSM-IV 

- pozbawiona wystarczających podstaw podejrzliwość, że inni nas wykorzystują, krzywdzą lub oszukują,
- zaabsorbowanie bezpodstawnymi wątpliwościami co do lojalności przyjaciół lub wspólników i co do tego, czy są oni godni zaufania,
- niechęć do zwierzania się innym, spowodowana nieuzasadnionym lękiem, że informacje te zostaną użyte przeciw nam w złych intencjach,
- odczytywanie ukrytych, poniżających lub groźnych znaczeń z niezłośliwych uwag lub zdarzeń,
- ciągłe noszenie urazów, czyli niewybaczanie zniewag, krzywd lub afrontów,
- dostrzeganie ataków na nasz charakter czy reputację, które zwykle nie są widoczne dla innych, oraz szybkie reagowanie na nie  gniewem lub przechodzeniem do kontrataku,
- powtarzające się nieusprawiedliwione podejrzenia dotyczące wierności współmałżonka lub partnera seksualnego.

sobota, 4 czerwca 2016

Mistrz Franz Mesmer magnetyzowanie

Mistrz uzdrawiania Franz Anton Mesmer i magnetyzowanie mesmeryczne fluidem zwierzęcym 


Franz Anton Mesmer - ur. 23 maja 1734 w Iznang am Bodensee, zm. 5 marca 1815 w Meersburgu − niemiecki lekarz, twórca koncepcji magnetyzmu zwierzęcego i systemu leczniczego zwanego mesmeryzmem. Wskutek eksperymentów potwierdził naukowo, że w każdym organizmie istnieje „fluid uniwersalny” („magnetyzm zwierzęcy”), zaś oddziałując na niego można wpływać na stany chorobowe pacjenta. Przeprowadzał zabiegi mające na celu przeniesienie siły magnetycznej na chorego, co w XX wieku zaczęto nazywać bioenergoterapią. Bezpodstawnym orzeczeniem komisji lekarskich w Paryżu i Berlinie w 1784 uznano jego dobrze udowodnioną licznymi eksperymentami teorię za pozbawioną podstaw naukowych i nadającą się do odrzucenia z powodu nacisków antynaukowej inkwizycji chrześcijańskiej. Wedle ówczesnych opowieści, Franz Anton Mesmer spotkał słynnego hrabiego de Saint Germain zwanego Rakoczym lub mistrzem R stając się jego uczniem, i od Saint Germaina nauczył się metod uzdrawiania z pomocą energii witalnej nazwanej wówczas fluidem zwierzęcym. 

Doktor Franz Anton Mesmer jest XVIII wiecznym prekursorem hipnozy, psychoterapii czy też medycyny niekonwencjonalnej, a dzisiejszej bioenergoterapii, fascynatem cudownych możliwości sławnego mistrza Saint Germain wówczas nazywane Mistrzem Rakoczym lub Mistrzem R. Wśród historyków hipnozy istnieją kontrowersje, od kiedy rozpoczyna się historia naukowych badań hipnozy. Zdaniem wielu z nich okres ten zapoczątkował Franz Anton Mesmer (1734 - 1815). Tak na przykład pisze o nim L. Chertock (1969, s. 16): „Mesmer, pierwszy wiedział już o istnieniu zjawiska hipnozy, ale nad nim się nie zatrzymał. Chciał pozostać w dziedzinie fizjologii. I w nim można widzieć inicjatora kierunku fizjologicznego wyjaśniania hipnozy”. Jest to zaskakujące stwierdzenie gdyż Mesmer wedle niektórych badaczy nigdy hipnozy nie stosował, a w jego teorii nie było w ogóle miejsca dla zjawisk psychologicznych albo nie znano wówczas psychologicznego ujęcia pewnych zjawisk parapsychicznych i dlatego w taki sposób jego naukowe eksperymenty nie zawierają takich skojarzeń opisowych. Wszak dzisiejsza psychologia na dobre zaczęła powstawać dopiero na przełomie XIX i XX wieku czyli około 100 lat temu. 

Po ukończeniu studiów medycznych i obronieniu doktoratu naukowego doktor Franz Mesmer zajął się eksperymentami z przykładaniem na schorzały narząd magnesu, w wyniku czego u pacjenta następowało przesilenie pociągające za sobą zniknięcie objawów choroby. W trakcie eksperymentów Mesmer zauważył, że poruszanie magnesem w pobliżu miejsca objętego chorobą przyspiesza proces zdrowienia, aż w końcu doszedł do wniosku, że samo zbliżenie dłoni do chorobowo zmienionego miejsca daje efekt porównywalny do tego, jakby w dłoni był magnes. Ponieważ metoda była skuteczna także w eksperymentach na zwierzętach (nie tylko na ludziach) – zasugerowany używanym wcześniej magnesem – zjawisko to Mesmer nazwał magnetyzmem zwierzęcym, zaś energię, która wywoływała reakcje organizmu pacjenta (dziś zwaną bioenergią), nazwał fluidem. Ten sposób leczenia nie był niczym nowym w ówczesnej Europie, lecz zarezerwowany był jedynie dla „namaszczonych” królów i ojców kościoła jako dar nadany im z łaski bożej z racji zajmowanego stanowiska. Natomiast Franz Mesmer uważał, że zjawisko oddziaływania jednego żywego organizmu na drugi jest czymś zupełnie naturalnym i starał się wyjaśnić je bazując na dostępnej ówcześnie wiedzy naukowej. 

sobota, 23 kwietnia 2016

CEBULA - leczy i uzdrawia

CEBULA - właściwości lecznicze, receptury, zastosowania medyczne 


Cebula (Allium Cepa) - wywodzi się z Azji i należy do roślin czosnkowatych. Cebula to jedno z najstarszych warzyw leczniczych znanych człowiekowi. Na jej wyjątkowych właściwościach poznano się przynajmniej 5 do 7 tysięcy lat temu. Pomimo upływu lat cebula nie traci popularności i wciąż jest wykorzystywana na wiele sposobów, i to nie tylko w kuchni, a także jako medykament i naturalny antybiotyk. Cebula znana jest ze swojego charakterystycznego silnego smaku i zapachu. To zielone warzywo stanowi jeden z podstawowych elementów diety śródziemnomorskiej, ale jest również bardzo popularne w wielu innych rejonach świata, w tym także w Polsce. Cebulę można jeść pod każdą postacią: surową, na przykład w sałatce, oraz gotowaną lub smażoną. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę ze wspaniałych właściwości leczniczych cebuli. Pomaga ona nie tylko przy przeziębieniu, ale także w przypadku leczenia trądziku i cukrzycy. Cebula jest bogatym źródłem przeciwutleniaczy. Cebula duszona czy gotowana generalnie nie traci swoich zdrowotnych właściwości, jednak najbardziej wartościowa jest cebula surowa. 


Cebula (Allium cepa L.) – to zwyczajowa nazwa warzywa należącego do rodziny amarylkowatych. Prawidłowa nazwa botaniczna to czosnek cebula, jest to bowiem gatunek należący do rodzaju czosnek. W użyciu jest jednak głównie nazwa cebula. Inne używane nazwy to: cebula ogrodowa, cebula zwyczajna, dymka, skulibaba. Rysunki cebuli znajdowane są na wykopaliskach w Palestynie pochodzących przynajmniej z epoki brązu sprzed około 5000 lat p.e.ch., co oznacza, że cebulę znano i używano już ponad 7 tysięcy lat temu! Na pewno cebula była uprawiana w Starożytnym Egipcie co najmniej 3200 lat p.e.ch. czyli ponad 5200 lat temu. Malowidła na płaskorzeźbach egipskich oraz teksty na grobowcach wskazują, że spożywano ją w dużych ilościach. Podczas budowy piramidy Cheopsa na zakup cebuli dla robotników wydano 1600 talentów, co było wówczas kwotą ogromną. Resztki cebuli znajdywane są pomiędzy zwojami bandaży, którymi w Starożytnym Egipcie owijano mumie, a czasami w oczodołach mumii. Również starożytni Rzymianie regularnie jedli cebulę i uprawiali ją w swoich ogrodach. W Ameryce cebulę przywiezioną przez osadników z Europy zaczęto uprawiać od 1648 roku, później okazało się, że Indianie wcześniej już znali i zjadali różne dzikie gatunki miejscowych cebul. 

Cebula jest bardzo łatwa w uprawie, można ją wyhodować nawet w przydomowym ogródku. Szczypior z cebuli jest świetnym uzupełnieniem kanapek i sałatek, a dodawany do wiosennych potraw pomaga pobudzić metabolizmu i uregulować cholesterol po zimie. Cebula jest nieodłącznym składnikiem naszej codziennej diety. W roślinie tej występują olejki lotne (m.in. dwusiarczek alilo-propylowy o charakterystycznym zapachu), związki alkilowe, ponadto kwercetyna i enzymy. Sprawiają, że cebula działa podrażniająco na nasze oczy i nos. Jednak jest to pozytywna reakcja naszego organizmu, ponieważ w ten sposób oczyszcza się i dezynfekuje. Zwykle, można powiedzieć, że im ostrzejsza reakcja na substancje lotne cebuli, tym bardziej zakażony jest organizm i bardziej wymaga terapii oczyszczających i dezynfekujących. U bardzo zdrowych ludzi reakcja na substancje lotne cebuli jest bardzo słaba. Przy obieraniu cebuli z pewnością nie raz uroniliśmy łzy. To przez olejki lotne, związki siarki i krzemu, które się wówczas ulatniają i docierając w formie intensywnego zapachu podrażniają nam oczy. Przy zapaleniu spojówek, cebulowe łzy oczyszczają oraz łagodzą dolegliwości i przyspieszają ich gojenie. Tak samo przy objawach alergii oraz katarze, cebula oczyszcza i dezynfekuje nos. 

Cebula przeciwdziała zwężeniu naczyń krwionośnych, przez co zapobiega sklerozie, zatem powinny cebulę spożywać profilaktycznie osoby zagrożone chorobami demencyjnymi. Zawarte w roślinie dobroczynne pierwiastki są od wieków wykorzystywane w medycynie ludowej do leczenia ze szkorbutu, wrzodów i blizn, stąd dobre zastosowanie cebuli w zabliźnianiu ran. Składniki cebuli przeciwdziałają tworzeniu się zakrzepów, stąd dobrze robić chociaż okresowo dwa lub trzy miesiące trwające profilaktyczne kuracje cebulowe, przeciwskelerotyczne i przeciwzakrzepowe. Dobrze są znane grzybobójcze właściwości cebuli, zatem osoby cierpiące z powodu zagrzybienia organizmu czy przewodu pokarmowego powinny podjąć stosowne kuracje cebulowe. Cebula wzmacnia kości oraz paznokcie. Działa dodatnio na funkcjonowanie serca i tarczycy. Ponadto warzywo to uspokaja nerwy. Według alergologów, cebula zalicza się do warzyw nieuczulających. Wyciąg z cebuli może posłużyć także jako odżywka do pielęgnacji włosów. Zawarta w nich siarka pochodząca z olejku lotnego cebuli, ogranicza przetłuszczanie się włosów. 

sobota, 13 lutego 2016

Biorytmy biopowinowactwo zdrowe życie

Biorytmy - cykle zdrowego życia 


Każdy z nas czuje się niekiedy gorzej – ogarnia go senność, nie chce się nic robić, jednakże po upływie kilku dni, znów jest w pełni sił witalnych i rozpiera go energia. Podobnie jest w sferze fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej i wielu innych. Dzieje się tak, ponieważ w każdym żywym organizmie zachodzą różne przemiany o charakterach cyklicznych, zwane rytmami biologicznymi regulowane przez zegar biologiczny. Ich zadaniem jest zsynchronizowanie procesów metabolizmu w cyklu dobowym (krótkim) znanym w bioenergoterapii i medycynie chińskiej oraz w okresach dłuższych. Przykładem rytmów krótkich u człowieka może być rytm snu, dobowe zmiany temperatury, itp. Rytm długi to przykładowo cykl występowania miesiączki u kobiet. W przyrodzie doskonale jest znany trwający średnio 11 lat cykl aktywności słonecznej mierzony zjawiskami minimum i maksimum występowania plam słonecznych, cykl, który silnie wpływa na zjawiska w przyrodzie, zatem ma charakter biorytmu dla całej planety w jej relacji ze Słońcem. 

Uśredniony cykl biorytmiczny
Wszystkie procesy w przyrodzie przebiegają cyklicznie – nastanie dnia i nocy, pory roku, przypływy i odpływy mórz i oceanów, czy w końcu fazy księżyca oraz cykle obiegu księżyca. Zatem nie powinno nikogo zdziwić, że my również podlegamy pewnym cyklom. Ze względu na długość rozróżniamy cykle krótkie, dobowe np. cykl snu i aktywności oraz dłuższe np. cykl menstruacyjny u kobiet. Biorytmy nalezą do drugiego rodzaju cykli. W ujęciu tradycyjnej medycyny chińskiej, tybetańskiej oraz ajurwedy, fakt, że organizm człowieka podlega cyklicznym natężeniom i spadkom aktywności jest czymś oczywistym. Na tym opierają się niemal wszystkie techniki leczenia, a każdy organ ma swoje dobowe maksima i minima aktywności. Jednak idea ta zadomowiła się również i u nas, a to za pośrednictwem Wilhelma Fliessa, berlińskiego lekarza zaprzyjaźnionego z Freudem. To właśnie on wprowadził pojęcia, które dziś rozumiemy pod hasłem biorytmów, czyli rytmy określające indywidualne cykle aktywności fizycznej, emocjonalnej i intelektualnej. Biorytm - to seria spadków i wzrostów fizycznym lub umysłowym funkcji człowieka okres 23 do 38 dni, w zależności od gatunku. Istnieje biorytmy fizyczne, emocjonalne, intelektualne i intuicyjne. 

Pod hasłem biorytmów (ang. biorhythms) na ogół rozumie się rytmy przedstawione po raz pierwszy w opracowaniach Wilhelma Fliessa (berlińskiego lekarza zaprzyjaźnionego z Freudem), określające indywidualne cykle aktywności – fizycznej i emocjonalnej, oraz odkrytej nieco później – intelektualnej. Bardzo dużą wagę do rytmów biologicznych człowieka przywiązują Chińczycy w medycynie chińskiej oraz Hindusi w medycynie ajurwedyjskiej. Znajomość tych rytmów, a co za tym idzie zmiany aktywności narządów wewnętrznych, są podstawowym warunkiem przeprowadzenia leczenia i skutecznych zabiegów tradycyjnej chińskiej akupunktury i akupresury oraz zabiegów terapii ajurwedyjskich opisywanych dominacjami energii Kafa (Kapha), Pitta oraz Vata (Wata). Cykle fizyczny to Kafa (Kapha), cykl psychiczny czy emocjonalny to Pitta, a cykl intelektualny czy umysłowy to Vata (Wata) w nazewnictwie tradycyjnej ajurwedy. 

Nauka o biorytmach (z greckiego βίος - bios, "life" oraz ῥυθμός - rhuthmos, każdy ruch regularny czy rytmiczny w życiu) powstała w Europie na przełomie XIX i XX wieku dowodzi istnienie wielu różnych cykli, m.in. fizycznego, emocjonalnego i intelektualnego (o wartościach analogicznie: 23, 28 i 33 dni), które są najistotniejsze. Wszystkie cykle biologiczne rozpoczynają się w dniu narodzin człowieka. Każdy z rytmów ma dwie fazy – dodatnią (wyżową) i ujemną (niżową). Przez pierwszą połowę cyklu narasta od zera do maksimum (+) i opada znów do zera. Przez drugą zaś opada od zera do minimum (-) i rośnie ponownie do zera. Jest to w przybliżeniu przebieg sinusoidalny. W ciągu całego takiego cyklu nasza kondycja i możliwości związane z danym biorytmem są zmienne w dużym zakresie. Dlatego właśnie warto sprawdzać biorytm planując każdy dzień, bo może okazać się, że nie będziemy w stanie sprostać wyznaczonym sobie zadaniom lub może właśnie to jest nasz dobry dzień i warto byłoby wykorzystać go lepiej. 

Biorytm jest naturalnym rytmem biologicznym człowieka, na który składają się trzy cykle: fizyczny, emocjonalny i  intelektualny. Według odkrywcy – Wilhelma Fliesa (laryngologa) – cykle te mają wpływ na samopoczucie każdego człowieka. Regularnie powtarzające się cykle F, E, I mają swój początek w dniu narodzin każdego człowieka, a ściślej w godzinie i minucie urodzenia każdego człowieka – tego dnia nasz biorytm znajduje się w środkowym punkcie wykresu i od tego czasu raz się wznosi a raz opada aż do śmierci. W Polsce, z dokładnością do 5 minut, czas urodzenia znajduje się na zgłoszeniu urodzenia ze szpitala do USC, z którego trzeba dokonać płatnego zwykle odpisu w USC. Na samej metryce niestety nie pisze się dokładnej godziny urodzenia, a szpitale zwykle zapisują urodzenie z dokładnością do 5 minut. Matka rodząca nie zawsze pamięta dokładny czas momentu urodzenia, szczególnie jak poród odbywa się pod narkozą lub z komplikacjami. Dla potrzeb naukowych, dokładny czas narodzin powinien być odnotowywany w metryce urodzenia, o czym pamiętano w dawniejszych wiekach, z uwagi na astrologię i jej wymagania naukowe.